17. gru, 2017

Tak mnie czasem kusi, by napisać coś poważnie.
Tak z głębi trzewi. 
Tak od serca. 
Tak prawdziwie.

Nie ma nic bardziej prawdziwego i szczerego niż ser.
Ma stałe wartości i parametry.
Restrykcyjną technologię produkcji.
Nie da się go sfałszować.
Smaczny jest.
Moja Rodzina ser uwielbia. Kanapki z serem. Tosty z serem. Zapiekanki z serem. Pizza z serem między innymi.
Ser z serem, sery pogania.
Nie ma życia bez sera.

Mając na uwadze artykuły o ZRÓWNOWAŻONEJ DIECIE, postanowiłam skończyć z jedzeniem wysokokalorycznego nabiału. No ileż w końcu można?! 
Są też inne produkty spożywcze.

Przygotowałam wczoraj Rodzinie sałatkę z czerwonej fasoli. 
Zrobiłam pastę z makreli na ostro.
Ugotowałam kuskus z przyprawami.
Narobiłam się jak osioł.
Aha! no i oczywiście pomidory z cebulką w śmietanie!
Na kolację wystawiłam dumnie na stół miseczki i salaterki oczekując pochwał. Rodzina, w osobie Szkodnika doceniła moje starania:


- Nie ma sera? To co ja będę jadł?

15. gru, 2017

Wieczorem poinformowałam męża:
- Jutro nic nie planuj. Mamy maraton sportowy.
Słysząc ulubione słowo, Konserwator zastrzygł uszami i wreszcie odkleił wzrok od monitora:
- Jaki maraton? Gdzie?
- Tak dokładnie, to mówię o siatkówce- wyjaśniłam.
- Mecz? U nas? A kto gra?
Sensacyjna wiadomość spowodowała niezwykłą u Stasia koncentrację na mojej wypowiedzi. Wręcz chłonął słowa, toteż sprecyzowałam:
- My gramy. Ty i ja. W galerii handlowej.

Dyplomacja nigdy nie zawodzi.

14. gru, 2017

Postanowiłam ugotować ryż do obiadu. Mam przecież karkówkę w sosie grzybowym, mam buraczki z jabłkiem, więc ryż jako dodatek pasuje. Rzecz w tym, że białych ziarenek nie gotowałam od lat... iluśnastu. Ale ileż w końcu można jeść makaron na zmianę z kaszą?!
Więc dziś ryż.
Jako osoba dobrze zorganizowana, jęteligentna i wiedząca gdzie szukać odpowiedzi na najważniejsze życiowe pytania, włączyłam net i wklepałam w gógla "gotowanie ryżu".
No i rozpętała się burza.
Znalazłam kilka sposobów gotowania.
Znalazłam dyskusję zażartą w temacie "solić, czy nie solić".
Znalazłam kilkanaście proporcji wody w zależności od gatunku ryżu.
Znalazłam piękny artykuł o walorach zdrowotnych ryżu.
Znalazłam dyskusję na temat szkodliwości jedzenia ryżu.
Znalazłam ofertę hurtowej sprzedaży ryżu.
Znalazłam ofertę sprzedaży sadzonek ryżu.
Ufff...
Jakie to jednak szczęście że zapomniałam kupić ten ryż...

5. gru, 2017

Nowo nabyty  przyjaciel okazał się mało przyjazny. Jest co prawda srebrny, obły, uniwersalny i ma mnóstwo guziczków ale... Reszta jakaś mało chętna do współpracy. Panowie nabywcy w osobach Konserwatora i Szkodnika śpiewająco poradzili sobie z dostrojeniem do telewizora i polegli na dostrajaniu do Czegoś. To Coś, to mała, czarna skrzyneczka rozpierająca się na telewizorni. Ma dwa przewody i mruga. 
Albo zegar pokazuje.
Bez tego Cosia telewizornia nie działa. Znaczy tyle zrozumiałam z tłumaczenia brzydkiej połowy rodziny.
Więc skrzyneczka sobie nadal zegarkuje i za nic nie chce słuchać nowego pilota. Panowie starali się kilka godzin przekonać i skrzyneczkę, i pilota że są dla siebie stworzeni, ale musieli się poddać.
Po długim czasie wyszli z dziupli dzieci i ze smutkiem ogłosili że potomstwa z tego stadła nie będzie.
Szkodnik był mocno czerwony na obliczu, rów mariański przecinał mu czoło, a Konserwator miał rozczochraną łysinę.
Się nie dziwię! Tego co słyszałam przez drzwi, za żadne skarby publicznie nie napiszę!
No! Krótko mówiąc dziś panowie przytachali nową skrzyneczkę z nowym pilotem. Zadziałało bez pudła.

I pytanie za sto punktów:
- Jak się nazywa to małe, skrzyneczkowate gówno przyssane do telewizora?

2. gru, 2017

Ciężka i wyniszczająca choroba to nie jedyne co przytrafiło się wczoraj mojej rodzinie. Z żalem donoszę że ponieśliśmy olbrzymią stratę.
Odszedł najlepszy przyjaciel Konserwatora.
Długo służył nam pomocą. Zawsze był na posterunku gotów pocieszyć i rozweselić. Z chęcią zajmował się też dziećmi.
Niestety, każdy ma swoje wady. Przyjaciel Konserwatora miał skłonności do upadku.
Wczoraj upadł po raz ostatni. Na nic się zdały próby reanimacji. Nawet najlepszy chirurg nie dałby rady poskładać takiego połamańca.
Wieczór spędziliśmy w ciężkiej żałobie.

Dziś Staś pojechał kupić nowego pilota ;)